Liverpool vs Manchester: rywalizacja muzyczna, szczerze
Dwa miasta, jedna rzeka kłótni
Zagadnij mieszkańca Liverpoolu i Manchesteru o muzykę w tym samym pubie, a spędzisz tam chwilę. To jedna z najstarszych kłótni w angielskiej kulturze popularnej, a dziwne jest to, że obie strony mają naprawdę mocne argumenty — co w tego typu rywalizacji jest rzadkością. Liverpool i Manchester dzieli około 35 minut pociągiem, a razem wyprodukowały nieproporcjonalnie dużą część najważniejszej brytyjskiej muzyki popularnej ostatnich siedemdziesięciu lat. Żadne z miast nie musi wyolbrzymiać swoich zasług, co jakoś sprawia, że obie strony i tak to robią.
Argument Liverpoolu: Merseybeat i Beatlesi
Argumentacja Liverpoolu opiera się w dużej mierze, choć nie wyłącznie, na jednej epoce: scenie Merseybeat z końca lat 50. i początku lat 60. oraz konkretnie na Beatlesach, którzy z niej wyrośli. To naprawdę ogromny argument, na którym można postawić flagę — najlepiej sprzedający się zespół w historii nagranej muzyki, kropka, uformowany i ćwiczący w liverpoolskich klubach, zanim podpisał kontrakt z londyńską wytwórnią. Merseybeat wydał też na świat Gerry and the Pacemakers, The Searchers i Cillę Black, dając Liverpoolowi całą scenę, a nie tylko jeden zespół, choć Beatlesi nieuchronnie przyćmiewają wszystkich innych z tamtego okresu.
Argumentacja Liverpoolu czasem umniejsza fakt, że muzyczny dorobek miasta nie skończył się w 1963 roku. Frankie Goes to Hollywood i Echo & the Bunnymen wyrośli z liverpoolskiej sceny post-punkowej na początku lat 80.; The La’s wyprodukowali jeden doskonały album w 1990 roku; a obecny program koncertów na żywo w Cavern Club — grający niemal każdego wieczoru, w dużej mierze niezwiązany z nostalgią za Beatlesami — wciąż wydaje nowych wykonawców. Przewodnik po scenie muzycznej Liverpoolu opisuje, co naprawdę dzieje się dziś na scenie, poza miejscami dziedzictwa.
Wycieczka śladami muzycznych ikon Liverpoolu poszerza opowieść poza Beatlesów o szerszą scenę Merseybeat i post-punkową, prowadzona przez ludzi, którzy przeżyli część tej historii na własnej skórze.
Argument Manchesteru: od post-punku przez Madchester i dalej
Argumentacja Manchesteru jest chyba strukturalnie ciekawsza, bo obejmuje kilka naprawdę odrębnych epok, a nie jeden dominujący szczyt. Joy Division, a po śmierci Iana Curtisa — New Order, wyrośli z manchesterskiej sceny post-punkowej końca lat 70., oba niezwykle wpływowe dla brzmienia muzyki elektronicznej i alternatywnej, która nastąpiła później. The Smiths, z Morrisseyem i Johnnym Marrem na czele, zdefiniowali konkretny nurt brytyjskiego indie w latach 80., który do dziś kształtuje muzykę gitarową. Potem nadszedł „Madchester” pod koniec lat 80. i na początku lat 90. — Stone Roses, Happy Mondays, klub nocny Haçienda — który połączył gitarowe indie z acid house i kulturą rave w sposób, jakiego nikt inny w Wielkiej Brytanii wtedy nie stosował. W latach 90. przyszedł Oasis, stając się (po Beatlesach) prawdopodobnie drugim co do wielkości brytyjskim zespołem epoki rocka, i jednoznacznie zespołem z Manchesteru w podejściu, nawet gdy ich komercyjny sukces stał się globalny.
To cztery odrębne, wpływowe sceny na przestrzeni czterech różnych dekad, co jest naprawdę innym rodzajem osiągnięcia niż to Liverpoolu — mniej pojedynczy górujący szczyt, bardziej trwały ciąg znaczenia.
Więc kto naprawdę wygrywa?
Szczera odpowiedź brzmi: to zależy, co mierzysz. Pod względem czysto komercyjnej i kulturowej skali Liverpool wygrywa bezapelacyjnie — nic w historii muzyki nie sprzedało się lepiej ani nie miało większego wpływu niż Beatlesi, a ten pojedynczy fakt niesie ogromną wagę. Pod względem trwałego budowania sceny w wielu gatunkach i dekadach, Manchester ma mocniejszy argument, pozostając istotny przez punk, post-punk, rave i britpop w sposób, jakiego powojenny dorobek Liverpoolu, choć realny, nie do końca dorównał skalą.
Naprawdę prawdziwe jest to, że żadne z miast nie musi umniejszać drugiego, by uzasadnić swoją pozycję. Dzieli je 35 minut pociągiem (logistykę znajdziesz w naszym przewodniku po wycieczce do Manchesteru), co oznacza, że osoby robiące brytyjską muzyczną pielgrzymkę nie muszą wybierać — wiele osób bazuje w Liverpoolu ze względu na miejsca związane z Beatlesami i jedzie na jednodniową wycieczkę do Manchesteru po lokacje z ery Haçiendy i współczesną scenę na żywo w Northern Quarter, albo odwrotnie.
Zwiedzanie obu miast podczas jednej podróży
Jeśli chcesz sam porównać obie sceny, zamiast wierzyć na słowo którejkolwiek ze stron, baza w Liverpoolu z jednodniową wycieczką do Manchesteru sprawdza się logistycznie świetnie — pociągi kursują mniej więcej co 15-20 minut i jadą poniżej godziny. W Liverpoolu postaw wieczorem na Cavern Club, gdy działa jako prawdziwy klub, a nie tylko punkt na zdjęcia, i sprawdź kluby muzyczne z muzyką na żywo, by zobaczyć, co się dzieje poza szlakiem dziedzictwa. W Manchesterze Northern Quarter jest współczesnym odpowiednikiem Cavern Quarter — gęsto usiany małymi klubami i sklepami z płytami, a nie jednym punktowym zabytkiem.
Tak czy inaczej, stoisz na jednym z dwóch najbardziej wpływowych 65-kilometrowych odcinków muzycznej geografii na świecie. To nie tekst marketingowy — to po prostu niezwykle konkretny, niezwykle dobrze udokumentowany fakt o północno-zachodniej Anglii, i właśnie dlatego oba miasta mogą prowadzić tę kłótnię bez końca, nie wyczerpując amunicji.